• Radosław Ryszard Bielecki

    Wrocław
    BUSINESS COACHING LIFE COACHING
  • Ewelina Bondyra-Łuczka

    Zamość
    LIFE COACHING COACHING KARIERY
  • Milena Chomont

    Zielona Góra
    LIFE COACHING COACHING KARIERY
  • Justyna Dawiskiba-Spaleniak

    Wrocław
    LIFE COACHING COACHING KARIERY
  • Aleksander Drwięga

    Wrocław, Opole
    COACHING SPRZEDAŻY BUSINESS COACHING
  • Jakub Drzazga

    Wrocław
    COACHING KARIERY COACHING EDUKACYJNY
  • Marcin Durawa

    Wrocław
    LIFE COACHING BUSINESS COACHING
  • Bernadetta Gilarska

    Wrocław
    LIFE COACHING COACHING KARIERY
  • Marcelina Godlewska

    Wrocław
    EXECUTIVE COACHING COACHING KARIERY
  • Karolina Górska

    Wrocław
    BUSINESS COACHING COACHING KARIERY
  • Alicja Holewa

    Zabrze, Gliwice, Katowice
    LIFE COACHING EXECUTIVE COACHING
  • Marta Kaim

    Wrocław, Opole, Katowice
    LIFE COACHING BUSINESS COACHING
  • Paulina Kalisz-Friedrich

    Wrocław
    COACHING KARIERY LIFE COACHING
  • Anna Kosińska

    Wrocław
    LIFE COACHING COACHING KARIERY
  • Ewa Kosmowska

    Wrocław
    EXECUTIVE COACHING COACHING SPRZEDAŻY
  • Maria Kotlińska

    Wrocław
    LIFE COACHING COACHING KARIERY
  • Magdalena Kotwicka

    Wrocław
    LIFE COACHING BUSINESS COACHING
  • Kaja Kowalczyk

    Wrocław / Lubin
    DIET COACHING LIFE COACHING
  • Katarzyna Książkiewicz

    Wrocław
    LIFE COACHING COACHING KARIERY
  • Karol Lakwa

    Wrocław
    BUSINESS COACHING COACHING SPRZEDAŻY
  • Marcin Maserak

    Wrocław
    LIFE COACHING COACHING KARIERY
  • Anna Mitręga

    Wrocław
    LIFE COACHING
  • Aleksandra Mroczko (Gajek)

    Wrocław
    LIFE COACHING BUSINESS COACHING
  • Aneta Neumann

    Żory/Katowice
    LIFE COACHING COACHING KARIERY
  • Beata Niedzballa

    Wrocław
    LIFE COACHING COACHING KARIERY
  • Elżbieta Niedźwiecka

    Zamość
    LIFE COACHING COACHING KARIERY
  • Weronika Nowacka

    Wrocław
    LIFE COACHING BUSINESS COACHING
  • Tomasz Nowicki

    Zawiercie
    LIFE COACHING BUSINESS COACHING
  • Edyta Pazur

    Wrocław
    BUSINESS COACHING EXECUTIVE COACHING
  • Wojciech Paździor

    Wrocław
    COACHING KARIERY BUSINESS COACHING
  • Renata Respondek

    Wrocław
    LIFE COACHING BUSINESS COACHING
  • Gabriela Sobera

    Wrocław
    COACHING SPRZEDAŻY COACHING FINANSÓW
  • Dariusz Stanko

    Wrocław
    BUSINESS COACHING EXECUTIVE COACHING
  • Aneta Stanowska

    Wrocław
    LIFE COACHING COACHING KARIERY
  • Ewa Stellmach

    Zabrze - Opole- Kraków- Wrocław
    COACHING KARIERY BUSINESS COACHING
  • Łukasz Sznapka

    Wrocław
    LIFE COACHING BUSINESS COACHING
  • Kalina Szykowna-Rembowska

    Wrocław
    LIFE COACHING COACHING KARIERY
  • Martyna Sługocka

    Wrocław, Nowa Ruda
    LIFE COACHING COACHING SPRZEDAŻY
  • Katarzyna Walas

    Wrocław
    DIET COACHING SPORT COACHING
  • Małgorzata Warzycha

    Wrocław/Wałbrzych/Siechnice
    COACHING KARIERY BUSINESS COACHING
  • Robert Wilgosz

    Wrocław/Trzebnica
    COACHING KARIERY BUSINESS COACHING
  • Anna Wojnicka

    Wrocław
    COACHING SPRZEDAŻY EXECUTIVE COACHING
  • Małgorzata Wolanowska

    Zielona Góra
    LIFE COACHING BUSINESS COACHING
  • Beata Zawadzka

    Wrocław
    LIFE COACHING BUSINESS COACHING
  • Przemysław Śliwiński

    Wrocław, Jelenia Góra, Wałbrzych, Świdnica, Opole, Częstochowa, Lublin
    COACHING GRUPOWY LIFE COACHING

Katarzyna Kondak "Kiedy znów wstaje słońce"- wywiad z Ryszardem Pawłowskim

2016-04-15

Drogi Czytelniku, czy jest taki dzień kiedy wydaje Ci się, że wszystko jest nie tak, napotykasz trudności te „duże” i te „małe” z którymi trzeba się zmierzyć i wydaje Ci się, że już nigdy „nie wstanie słońce” i już zawsze będzie „ciemno”? Wywiad, który prezentuję poniżej pokazuje, że wcale tak być nie musi. Wszystko zależy od Ciebie i od Twojego nastawienia...

Ryszard Pawłowski polski taternik, alpinista i himalaista.

RYSIEK_PROFIL

Rekordzista wśród zdobywców najwyższych gór świata – jako pierwszy i jedyny Polak pięciokrotnie zdobył Mount Everest (8848 m). Jest również instruktorem i przewodnikiem górskim. Prowadzi Agencję Górską Patagonia. Był uczestnikiem i organizatorem ponad 300 wypraw w góry wysokie.

Obecnie przygotowuje się do kolejnych wypraw…

Katarzyna Kondak: Witam panie Ryszardzie! Bardzo dziękuję za to, że zechciał Pan udzielić mi wywiadu.

Ryszard Pawłowski: Jestem zaszczycony. Będę odpowiadał na wszystkie pytania, które Panią interesują :-)

KK: Panie Ryszardzie, jest Pan rekordzistą wśród zdobywców najwyższych gór świata. Znany jest Pan ze swojej siły i wytrzymałości w terenach wysokogórskich. Proszę opowiedzieć o Pana najtrudniejszym biwaku.

RP: Najtrudniejszym biwakiem, którym mógłbym się pochwalić był biwak w roku ’99. Po raz trzeci wchodziłem na szczyt Mont Everestu. Podczas zejścia załamała się pogoda. Wtedy jeszcze nie było lin poręczowych tak jak teraz na wyprawach komercyjnych. Zapadał zmrok, żaróweczka od lampki czołowej mi się przepaliła, więc zdecydowałem, że na wysokości 8500m zabiwakuję. Wiedziałem, że będzie mi bardzo trudno przetrwać do rana, ponieważ w tym miejscu ludzie albo umierali albo byli tak odmrożeni, że trzeba było ich znosić. Z tych właśnie powodów miejsce to jest nazywane biwakiem śmierci. Ponieważ płyty były śliskie i nieprzygotowane zdawałem sobie sprawę z tego, że mogę spaść – mimo to podjąłem ryzyko, że przesiedzę tę noc. Było mi bardzo trudno. Temperatura wynosiła co najmniej minus 30⁰C, nie miałem tlenu, śpiwora ani namiotu. Rano jak doszli do mnie moi Szerpowie okazało się, że nie mam żadnych odmrożeń, że jestem nawet w stanie schodzić o własnych siłach. Okazało się również, iż na tej samej wysokości biwakowała również dwójka kolegów z innej wyprawy. Belg Pascal Debrouwer, który siedział w pobliżu – był już tak wykończony, iż mimo podawania herbaty oraz tlenu przez moich Szerpów – zmarł po chwili. Natomiast Portugalczyk Joao Garcia tak się odmroził, że miał amputowane wszystkie palce od rąk, częściowo palce od nóg oraz nos. Mnie rzeczywiście udało się tę noc przesiedzieć bez szwanku.

KK: Co według Pana zadecydowało o tym, że bez szwanku przeżył Pan biwakowanie w strefie śmierci?

RP: Myślę, że przetrwanie tej nocy bez ciężkich następstw zawdzięczam z jednej strony adekwatnej do tego co robię wrodzonej genetyce – po prostu organizm niektórych ludzi lepiej znosi tak trudne warunki. Taki mam dar od natury. Z drugiej strony zawdzięczam to swojemu dużemu doświadczeniu. To nie było tak, że znalazłem się po raz pierwszy w skrajnie trudnych warunkach, więc byłem wystraszony. Wcześniej miałem podobne doświadczenia na niższych wysokościach: np. w Pamirze, w Alpach. Gdy się wspinałem, biwakowałem samotnie zimą również w naszych górach – w Tatrach. Biwakowałem też wcześniej na wysokości 8000 m m.in. po śmierci Jurka Kukuczki, kiedy przetrwałem noc na południowej ścianie Lhotse.

KK: Jak się Pan zachowywał w tak ekstremalnie trudnej sytuacji?

RP: Przede wszystkim nie wpadałem w panikę, nie stresowałem się tak bardzo. Może uprzedzę Pani pytanie: z czego to wynika? Otóż, z tego co wiem, gdy się panikuje w takich ekstremalnych warunkach to organizm ludzki oraz psychika człowieka zużywa bardzo duże ilości energii. Energia ta jest zużywana na przezwyciężenie tego potężnego stresu, zamiast na logiczne myślenie i poradzenie sobie w sytuacji w której człowiek się znalazł. Z tego właśnie powodu zdarzają się przypadki, kiedy ludzie po spędzeniu nocy w Tatrach umierają, mimo iż jest to właściwie prawie że niemożliwe.

KK: Jak jeszcze według Pana należy się zachowywać w ciężkich sytuacjach?

RP: Przede wszystkim nie wolno poddawać się rezygnacji. Nie wolno sobie mówić: „Ojej. Sytuacja jest beznadziejna! Nie mam szans!”. Jak mówiłem już wcześniej - nie wolno wpadać w panikę! I trzeba przede wszystkim znaleźć w sobie coś takiego co by nas motywowało do wewnętrznej walki oraz do takiego pobudzenia, które by nam pomagało przetrwać.

KK: Co Pana motywowało podczas tego biwaku na 8500m?

RP: Ja miałem prostą motywację. Moją motywacją była rodzina, moje dziecko (wtedy akurat mały syn). Miałem dla kogo żyć. Ponieważ byłem młody, chciałem nadal się wspinać, chodzić po górach. Ta chęć motywowała mnie do tego, aby nie tylko przeżyć ten biwak, ale również by przeżyć go bez jakiś następstw, choćby amputacji. I to mi się udało.

KK: Jakie mocne strony Pana charakteru pomogły w tej walce o życie?

RP: Z pewnością pomogła mi moja determinacja. Moja walka o przetrwanie rozpoczęła się od pierwszej minuty i trwała do samego końca. Wiedziałem, że nie mogę zasnąć, bo mógłbym w ogóle już się nie obudzić albo się odmrozić. Dlatego starałem się nie zasnąć nawet na minutę. Byłem tak zdeterminowany, że miałem nawet takie myśli, iż w skrajnie trudnej sytuacji kiedy będę się już zaczynał odmrażać, porozrywam kombinezon zmarłego rok wcześniej Szerpy, którego zwłoki leżały obok. Pomyślałem, że schowam w ten kombinezon swoje ręce czy nogi. Po prostu - walka o życie. Ponadto, w takich sytuacjach kiedy wiedziałem, że moje możliwości są duże, ale napotkałem przeszkody, starałem się wykrzesać z siebie cechy takiej determinacji i takiej motywacji, żeby osiągnąć to co chcę w odpowiedniej chwili. Na przykład kiedyś na wysokości 7700m samotnie biwakowałem na Lhotse w 1994 roku. Wszyscy zrezygnowali, a ja przez kilka dni czekałem na poprawę pogody w malutkim namiociku i kiedy pogoda się poprawiła samotnie wszedłem na szczyt.

KK: Czy zawsze był Pan taki wytrwały w dążeniu do celu?

RP: Myślę, że ukształtowało mnie życie. Pochodzę z Pomorza, na Śląsk przyjechałem mając 14 lat. Byłem „rzucony” na szerokie wody – przebywałem w internatach, hotelach robotniczych, musiałem sam o siebie zadbać. Chodziłem na różne treningi. Przez 6 lat 5 razy w tygodniu trenowałem judo, zdobyłem nawet tytuł Vice Mistrza województwa katowickiego. Zgłosiłem się do klubu wysokogórskiego, w którym najlepsi członkowie, wytypowani przez Polski Związek Alpinizmu mieli szansę wyjazdu na przykład w Alpy, Kaukaz czy Pamir. Dlatego walczyłem o to, aby mnie zauważono, ale ta walka była dla mnie bardzo przyjemna. Ponieważ wiedziałem, że muszę powalczyć - jednocześnie pracując na kopalni (zjeżdżałem 10 lat pod ziemię), trenując, studiując wieczorowo na Politechnice Gliwickiej na Wydziale Elektrycznym – jeszcze znajdowałem czas na to, żeby wyjechać w góry. A mając tak ograniczoną ilość czasu, starałem się te wyjazdy maksymalnie wykorzystać - nawet w złą pogodę czy zagrożenie lawinowe, czyli w sytuacjach, w których inni nawet nie „wychylali nosa” z namiotu czy ze schroniska. Ponadto nie ukrywam, że przezwyciężanie takich trudności sprawiało mi autentyczną satysfakcję. Wówczas każdą wolną chwilę poświęcałem na wyjazd w skałki czy w góry. Niekiedy moi znajomi z internatu czy hotelu dziwili się, że chce mi tak często wyjeżdżać, proponowali udział w imprezach. Nie poddawałem się tej presji środowiska, wybierałem wyjazdy, byłem zdeterminowany. Potem okazało się, że dobrze na tym wyszedłem – przynajmniej tak uważam.

KK: Stawia Pan sobie ambitne cele i mocno angażuje się w to co robi.

RP: Tak, bez względu na to czy grałem w tenisa, szachy czy walczyłem na macie, chodziłem na ściankę wspinaczkową czy wyjeżdżałem - starałem się dawać z siebie jak najwięcej. Niekoniecznie musiałem być najlepszy czy też musiałem pokonać jakiegoś przeciwnika - wiedziałem, że nie można być mistrzem świata we wszystkim. Przezwyciężanie własnych słabości wyraźnie sprawiało mi satysfakcję. Nie wszystkie wyprawy, w których uczestniczyłem kończyły się sukcesem zespołowym bądź moim. Jeżeli jednak miałem świadomość, że próbowałem, dałem z siebie wszystko, to nie miałem do siebie pretensji, a jedynie odczuwałem satysfakcję z tego, że walczyłem.

KK: Ile jest Pan w stanie poświęcić dla zwycięstwa?

RP: To jest różnie. Kiedyś miałem mało czasu, chciałem być najlepszy, więc wszystko było skierowane ku temu celowi. Nie liczyły się dla mnie sprawy przyjemnościowe, towarzyskie czy nawet rodzinne, moje podejście było bardziej egoistyczne. Wspinam się już ponad 45 lat, więc moja motywacja, moje priorytety troszkę się zmieniły. Teraz staram się te wszystkie sprawy pogodzić, na przykład włączyć w to co robię moją rodzinę. Zabieram syna, córkę i żonę na wspólne wyjazdy - gdzieś się wspinamy, chodzimy. W czasie kiedy jestem w domu staram się również poświęcić dla nich swój czas. Dalej bardzo intensywnie wyjeżdżam, ale to już nie są tak bardzo ambicjonalne wyjazdy. Takie pogodzenie różnych spraw sprawia mi satysfakcję.

KK: Czy są sytuacje w Pana życiu w których się Pan poddaje ?

RP: Myślę, że nie ma. Raczej to się nie zdarza. Myślę, że choroba, np. jakieś złamanie mogłaby mnie odsunąć całkowicie od tego co robię, ale wówczas też pewnie bym walczył – tak jak to robi mój brat, który uległ wypadkowi i teraz jeździ na wózku inwalidzkim. Mój brat nie załamał się, zrobił kurs instruktora, pomaga innym ludziom, lata na motolotniach, każdego roku gdzieś wyjeżdża, nawet obecnie nurkuje ze znajomymi w różnych akwenach Meksyku. Powtarza, że jego życie się nie skończyło, że warto żyć. Dlatego uważam, że dopóki mogę to nie ma takich sytuacji, które by mnie zniechęciły czy zraziły. Nawet jak wspinam się wolniej, bo nie mam już wydolności takiej jak kiedyś, to nadal ambitnie wchodzę na ściankę kilka razy w tygodniu, gram w tenisa, w squash’a, wyjeżdżam.

KK: Jakie są pana słabe strony?

RP: Niektórzy mówią, że jestem zarozumiały, ale ja twierdzę, że znam swoją wartość. Uważam, że trzeba wierzyć w swoje umiejętności, często nawet narzucić swoje zdanie. W sytuacji w której wiem, że ktoś nie ma racji - nie zgadzam się z nim i staram się przeforsować swoje zdanie. Robię to z pozycji człowieka doświadczonego, takiego który coś dokonał, przynajmniej w górskim temacie, jako autorytet. Gdy wszyscy chwalą moją bardzo zdolną córkę, która świetnie rysuje, wygrywa konkursy, we wszystkim co robi jest ambitna, to wtedy mówię, że ma jeszcze jedną cechę taką jak tato- jest bardzo skromna. Wywołuje to zaraz śmiech, ale tak właśnie jest.

KK: W jaki sposób radzi Pan sobie ze słabościami i z ograniczeniami?

RP: Obecnie nie mam już takiej wydolności jaką miałem kiedyś, dlatego dostosowuję się do tego poprzez dobieranie sobie takich celów, które jestem w stanie zrealizować. Mało tego, mimo, iż dobieram często partnerów młodszych od siebie, którzy są bardziej ambitni - dzięki doświadczeniu, które posiadam potrafię włączyć się we wspólne działania nie opóźniając zespołu - nie jestem balastem, jestem partnerem w tym wszystkim.

KK: Jakie jest Pana kolejne marzenie?

RP: Marzeń mam dużo, np. wiosną chciałbym wyjechać na 8-tysięczny szczyt– na Makalu i wejść trudną drogą. Jednym z moich marzeń jest wciąż Patagonia, w której byłem już kilkakrotnie, ale ze względu na pogodę nie wszedłem jeszcze na Cerro Torre, choć dwa razy byłem pod jej wierzchołkiem. Chcę wejść na Cerro Torre na początku 2016 roku. Zawsze miałem marzenia i dalej pewnie będę je miał, chociaż może nie tak ambitne jak wiele lat temu.

KK: Życzę powodzenia w realizacji Pana marzeń i bardzo dziękuję za udzielenie wywiadu.

RP: Ja również bardzo ślicznie dziękuję.

04300037

*Wszystkie fotografie pochodzą z prywatnego archiwum Ryszarda Pawłowskiego